~Co nowego w nexcie? Pewnie wiedzieć chcecie? Tu macie taką małą zapowiedź!
Na razie w przygotowaniu!
To wszystko już w kolejnym rozdziale
~~ Crystal ~~
A to w nadchodzących rozdziałach!
Ally zabije człowieka! Austin dozna szoku pod koniec 2 sezonu! Kris uwodzi i pójdzie do łóżka z Carlosem! Jess spowoduje straszny wypadek! Córka Ally i Austina niekoniecznie zostanie uwolniona! W którymś rozdziale dużą rolę odegra wilk! Niektóre wątki bohaterów będą miały na prawdę mroczną przeszłość!
W tym odcinku Austin i Ally otwierają szkołę muzyki w Sonic Boom który
został całkowicie zmieniony. Przyjaciele mają ciężkie zadanie ponieważ
muszą nauczyć studentów muzyki tak żeby grali jak zespół w mniej niż w
tydzień na uroczyste otwarcie A&A Music Factory.Czy im się uda??
*Oczami Ally* - No dobra, to co zaczynamy? - spytałam spoglądając w ich twarze. - Tak. - odpowiedziała ocierając oczy Trish. -
Zawsze z tobą skarbie. - powiedział Austin, na którego słowa się
uśmiechnęłam. Po chwili wzięliśmy rzeczy, spakowaliśmy się i ruszyliśmy
na poszukiwania. Na razie sami, później jak już się coś zorientujemy, to
damy im znać. Taki w zasadzie był nasz pomysł, innego nie było, dziwne
nie? Szliśmy mijając to domy, to stragany, to domy, to stragany i tak
w kółko. Może czasami trafiała się tam jakaś rezydencja, sklep, czy
knajpa, ale po za tym tutaj w centrum o tej porze roku nic się nie
działo. Z tego wniosku skierowaliśmy się nad morze. Skoro ten gość był,
aż tak "sławny", to musiał mieć przecież dom, co ja gadam, wille w jakiś
super miejscu. - Może się rozdzielmy. - zaproponował Austin. -
Szybciej coś znajdziemy, a tak włócząc się w trójkę mamy niewielką
szansę, by coś odkryć. - Chyba muszę się z tobą zgodzić. - odparłam
na jego słowa. - Pójdę w prawo, ty idź w lewo, a Trish niech spróbuje
się dowiedzieć czegoś o tym morzu. Konkretnie chodzi o to, czy gdzieś tu
w pobliżu znajduje się jakaś wysepka, gdzie jakąś sekretną kryjówkę
można byłoby mieć, ok? - Ok.- odpowiedzieli zadowoleni z pomysłu.
Zapewne ucieszyła się czarnowłosa, która nadzwyczaj okazale, eksponowała
swoją niechęć z drogi i jak najbardziej chęć do odpoczynku. Po kilku godzinach spotkaliśmy się na plaży, by zdać raport ze obeznania w terenie. -
I jak? Znaleźliście coś? U mnie kicha, nic. Jedyne co widziałam, to
gość latający goło po plaży, śpiewający piosenkę o miłości. - na te
słowa zalała nas "fala obrzydzenia". - To musiało być straszne. - zareagowała odruchowo Trish. -
I było. Uwierz mi. - jeszcze raz mnie wstrząsnęło. - Ale nie ważne,
przejdźmy do was. - spojrzałam na nich. Po minie Austina widać było, że
nie ma dobrych wieści. - Za to ja mam newsa. - oznajmiła szczęśliwa
Trish. - Znalazłam 100 dolarów na plaży. - pokazała nam wygnieciony i
brudny od mokrego piachu banknot. - To mają być te świetne wieści? - zapytał Austin. -
Tak. - odparła. - Dla mnie są świetne. Mogłam się spodziewać, że was
nie ucieszą, więc przygotowałam sobie jeszcze jedną informacje. Otóż
dowiedziałam się, że tutaj nie daleko leży nieduża wysepka, dosyć dobrze
zagospodarowana. Jest to teren prywatny, więc nie mamy transportu, by
się tam dostać. Chyba, że masz zgodę właściciela, ale my jej nie mamy. -
ostatnie słowa wypowiedziała nadzwyczaj szybko. - No i co teraz? - spytałam. -
Idźmy wg planu. Skontaktujmy się zarówno z Mike'm, jak i Carlem, by
przekazać im wieści. - oznajmił. - Potem pozostanie nam już tylko
czekać. - Ok, ale z tym czekaniem, to się, aż tak nie rozpędzaj. Nie
będę przecież cały ten czas bezczynnie stać, czy siedzieć, czy leżeć. -
spojrzeli na mnie ze zdziwieniem. - Nie ważne. Zróbmy jak chcecie. -
wydukałam i poszłam w stronę samochodu. Tuż za mną ruszyli moi
towarzysze. *Oczami Jessie* Widzę, że znaleźli już tę jego
beznadziejną kryjówkę. Gdyby mi pozwolił, to nazwałabym to miejsce
"Skrytką Głąba", ale już bez tego rumoru. Teraz tylko poczekam na
telefon od yeti i możemy zaczynać. Jakby co, to tak nazywam tego łysego
palanta, co tu z nami ma pracować. A jak o nim mowa, to właśnie go
zobaczyłam. Nie chcę mi się z nim gadać, no ale trudno, muszę. - Tutaj jesteś. Wszędzie cię szukałem. - zagadał. Jaki dziwak. - Nie wydaje mi się, że byliśmy umówieni. - odparłam i już chciałam odejść, ale niestety, ten gbur złapał mnie za rękę. - Poczekaj. Mamy kilka rzeczy do ustalenia. - zachęcił mnie do pozostania. - Taa? Zamieniam się w słuch. - dodałam po krótkiej chwili. -
Powiem krótko. Na miejscu wszystko już jest przygotowane. Plan idzie
pełną parą. Twoim prostym zadaniem jest tylko naprowadzenie ich na to
miejsce, jak najszybsze z resztą. Jest tylko jedno ale? Masz to zrobić
przed pojawieniem się tu tych glin. Rozumiemy się. - kiwnęłam twierdząco
głową. - Później udaj się w to miejsce. - podał mi kartkę, na której
nabazgrał jakiś napis. - Tam dowiesz się co dalej. - wypowiedział te
ostatnie słowa i zniknął. Normalnie jak jakaś zjawa. Wstrząsnęło mnie
lekko. - Jak on może spojrzeć w lustro? - pomyślałam. - Widzieliście jak
był ubrany? Jak menel po prostu. Mógłby włożyć trochę pieniędzy w
szczoteczkę i pastę do zębów. Inaczej nie widzę go kolejny raz ze mną. -
powiedziałam sama do siebie i odeszłam obmyślając plan, jak przenieść
ich... tam. *Oczami Carla* Siedząc w swym gabinecie cały czas
myślałam o Kris. Bardzo chciałbym, żeby ta nasza relacja była taka
prosta. Ja, ja czułem, że ona kłamała, że nie powiedziała tego, co
mówiło jej serce, tylko to, co rozkazał rozum. Gdyby takie łatwe było
okazywanie swoich uczuć, to może już przeszlibyśmy ten trudny etap, ale?
Ja chcę, ona nie chce. Może i zrobiliśmy źle, ale tak dyktowało nam
wtedy serce, a z miłością nie można walczyć, nie. Głowa już mnie
bolała, bo nie mogłem udźwignąć ostatnio bardzo dużego natłoku myśli.
Jakby te relacja nie miała dla mnie znaczenia, to moje życie byłoby
takie samo jak wcześniej? Jednak myśl o kolejnych chwilach z blondynką
powodowała, że wariowałam i nic się z tym nie dało zrobić. - Muszę
się pozbierać. Muszę być silny. - powtarzałem sobie. Owszem, trzeba
walczyć o swoje uczucia, ale jest jakaś granica? Dlaczego zawsze jest
tak, że ktoś kogoś polubi, a ta druga osoba mu tego nie odwzajemni.
Dlaczego? Czuję się zupełnie jak w jakimś filmie. Tylko to są realia, a
nie "Romeo i Julia". może my też będziemy mieli taką historię, pomijając
oczywiście tak kilka istotnych faktów. Chwilę tak jeszcze główkując,
postanowiłem. Postanowiłem, że gdy tylko zobaczę Kris, powiem jej co
czuje. Inaczej podczas nadchodzącej akcji, będę w rozsypce. A myśl,
która będzie chodzić mi po głowie, to fakt, że stchórzyłam i nie
potrafiłam pokazać tego co czuję kobiecie, która na to zasłużyła. Z przemyśleń wyrwał mnie telefon. Dzwoniła Ally, zapewne z nowymi informacjami. - No i jak tam. Coś nowego? - spytałem. - A żebyś wiedział, że tak. Udało nam się odkryć miejsce dokładnego przebywania w tej chwili Live-ropa. - Tak, to świetnie. Gdzie to jest? - Na takiej wysepce niedaleko Sycylii. Niestety, ale my nie mamy transportu, ponieważ jest to teren prywatny, by się tam dostać. -
Spokojnie. Nie martwcie się. I tak odwaliliście już za nas najcięższą
robotę. Naszym obowiązkiem było zrobienie tego, co wy już osiągnęliście
więc możecie być z siebie dumni. - Dzięki za te słowa. Jaki plan? - Szybko przechodzisz do konkretów? - cicho się zaśmiałem. -
Bo tu nie ma czasu na pierdoły. Wiesz ile czasu myślę o tym, czy Lula
jeszcze tam jest? Czy nic jej nie zrobili? I wiele innych pytań. -
zaczęła cicho szlochać. - Może i wyglądam na twardą kobietę, ale w głębi
jestem krucha i z każdym dniem popadam w coraz to większe zmartwienia.
Dlatego tak szybko potrzebujemy począć jakieś nowe działania. -
wydusiła z siebie ocierając łzy. - Ok. - odparłem. - Ally nie płacz.
Będzie dobrze. Za chwilę do was ruszamy, a wy się jeszcze przez jakiś
czas przygotowujcie. I nie myślcie źle, bo to nikomu nie pomoże. - Ok. - słychać było w jej głosie poprawę humoru. - Już ci weselej? - Tak. Jeszcze raz dzięki. -
Nie ma za co mi dziękować. Jeszcze nic nie zrobiłem. Dla mnie
największym zaszczytem będzie sprowadzenie waszej córki do domu. -
powiedziałem i już chciałem kończyć, gdy nagle przypomniała mi się jedna
ważna rzecz. - A Ally, bo zapomniałbym. uważajcie na siebie. Może nie
jest to prawdą, ale boję się, że Live-ropa ma szpiegów, którzy was
bacznie obserwują. To oznacz, że może już wiedzieć o was. Dlatego
najrozsądniej będzie, gdy nie dacie się sprowokować i "grzecznie" na
mnie tam poczekacie. Dasz mi słowo, że nie podejmiecie żadnych
pochopnych decyzji i nie dacie się zmanipulować? - zapytałem, ponieważ
lekko obawiałem się, tego, co powiedziałem. Oby to były tylko
przypuszczenia, oby. - Tak, daję ci moje, to znaczy nasze słowo. Poczekamy, ale bądźcie jak najszybciej ok. - Ok. - ucieszyłem się mimo to, że nie było mi do śmiechu. -
Aha, jeżeli nie będzie to dla ciebie problemem, to mógłbyś się
skontaktować z Mike'm i opowiedzieć mu o tym. My jesteśmy już zmęczeni i
wolelibyśmy odpocząć, a mi nie chcę się przechodzić przez kolejną
rozmowę. zrobiłbyś to dla mnie? - zapytała z nadzieją w głosie. - Oczywiście. To do zobaczenia. Lecę teraz przekazać dobre wieści mojej ekipie. Pa. - Pa. - zakończyłem rozmowę, przetarłem dłonią czoło i ruszyłem w stronę zgromadzenia, pamiętając o prośbie szatynki. *Oczami Ally* - I jak? Wszystko załatwione? - spytała widząc mnie Trish. - Tak. Niedługo tu będą. Na prośbę też się zgodził, jeśli chcecie wiedzieć. - odparłam ziewając. - A mamy coś robić? - tym razem pytanie zadał Austin. - Nie. Powiedział, byśmy czekali. Aha, wspomniał też byśmy byli ostrożni i nie podejmowali żadnych podobnych decyzji. -
Cały Carl. Zawsze od kiedy pamiętam, taki był i chyba się nie zmieni. -
powiedziała Trish. - No dobra. Wiem, że już jesteście zmęczeni, ale
muszę wam zadać to pytanie: Czy myślicie, że ktoś nas obserwuje, że czai
się gdzieś za rogiem i po prostu szpieguje nas? - W sumie to
wykluczyć tej opcji nie możemy. pamiętajcie, że to miejsce tego
bandziora, więc możesz mieć rację, mówiąc tak. - odparł jej Austin. -
Poczekajcie chwilę. - dodał po chwili. - Tak, zaczynam już wszystko
rozumieć. - Co rozumieć? - zapytała Trish - Właśnie, mów. -
ponaglałam prośbę. W tej chwili blondyn na nas spojrzał, jakby pytał: na
prawdę nie wiecie? Nastała chwila ciszy, aż Austin się odezwał... *** Dawno
już tak nie kończyłam. Taki ciekawość, co Austin mógł sobie uświadomić.
pewnie będziecie główkować, ale odpowiedź to po prostu poprzednie
rozdziały i tyle. Pisałam ten rozdział z lekką trudnością, ponieważ
po dzisiejszym dniu wszystko mnie boli, ale obiecałam, że będzie, wię
się pojawił. Z kolejnym zobaczymy. Na razie nie widać zbyt dużo
komentarzy, więc śpieszyć się nie muszę. po za tym pracują nad nową
stroną na tego bloga, konkursem i wieloma innymi rzeczami, więc na
pisanie będę miała niewiele czasu, ale... postaram się coś jak
najszybciej dodać Miłego dnia!!!
*Oczami Ally* Po nieco burzliwej drodze, którą przebyliśmy samochodem, a także prawie 4-godzinnym lotem na Sycylię, byłam wykończona. Nie miałam praktycznie żadnych sił na nic, ale z drugiej strony nie mogłam sobie także pozwolić na odpoczynek. Byłam w kropce, lecz aż tak bardzo nie okazywałam tego moim przyjaciołom. - I co teraz? - zapytał Austin. -Dokładnie. - przytaknęła mu Trish. - Jesteśmy w czarnej dupie. Nie mamy kompletnie żadnego planu. Nie wiemy co nas tam czeka, a jedyne co mamy to jakaś karteczka, która też nie wiadomo, czy ma związek z naszą sprawą. - dokończyła. Widać było, że się denerwowała, ale kto z nas w tej chwili mógł być spokojny. - Odprężmy się. Nic nie zdziałamy, jeżeli będziemy mieli w sobie tyle negatywnej energii. - na te słowa czarnowłosa troszeczkę przystanęła. - Ok, ale powiedz mi co mamy robić? - W sumie to nie wiem. - zachichotałam się ze swojej głupoty. - Dziewczyny, przestańcie się wreszcie kłócić i zabierajmy się do roboty. - wtrącił się Austin w nasz dialog. - No dobra Sherlocku. Powiedz nam tylko co mamy robić, bo jak widzisz, ja i Ally nie jesteśmy teraz w najlepszej formie. - spojrzała na mnie. Obie się uśmiechnęłyśmy. - Myślę, że nie powinniśmy sami się tam udawać. To może być zbyt niebezpieczne. - powiedział - Powinniśmy jak najszybciej skontaktować się i z Carlem, i Mike'm, by ustalić jakiś plan działania - Ale przyznaj, że jeżeli wykonamy zły ruch i udamy się tam z policją i agentami, to może być to dla nas koniec. - oznajmiła Trish. - A masz lepszy pomysł? - odpowiedział jej. - Musimy być jak tajniaki, szybcy, cisi i perfekcyjni w zadaniu. Inaczej nam się nie uda. - Co masz na myśli? - spytałam z zaciekawieniem. - Weźmiemy jakieś ekstra kostiumy, super sprzęt i konia, by się tam dostać niezauważalnie. - Konia, po co? - zapytał Austin robiąc tzw. "brewki". - Jak to po co? Na prawdę się nie domyślasz. - spojrzała na niego. - Aha..., nie wiem. - zaśmiałam się na te słowa. - Widzę, że wszystko trzeba wam tłumaczyć. Na początek się przebieramy, zakładamy sprzęt, sprawdzamy go i wsiadamy na konia. Widzieliście kiedyś lepszy transport od tego stworzenia. - i tu taka mina Trish, niezbędna przy tym zdaniu:
- Nie było, by łatwiej po prostu tam pójść, dowiedzieć się co i jak, i wybrać najlepsze rozwiązanie. - spojrzałam na nią. Jej mina była zawiedziona. - Widzę, że wolicie zrobić to "polamersku", ale niech wam będzie. - wzruszyła głową i już chciała odejść, lecz blondyn powiedział coś, co przywołało niedawne wspomnienie. *Oczami Jessie* Czy oni się stamtąd nigdy nie ruszą. Gadają i gadają. Mam już tego dosyć. Za chwilę wyciągnę pistolet i ich wymorduje, bo mnie na prawdę wkurzają. -Gdyby nie moje dobroczynne serce i bratnia dusza, to na pewno już bym to zrobiła. - pomyślałam sobie. Od razu na mojej twarzy zagościł dawno już nie widziany uśmiech. Ale do rzeczy. Trzeba zadzwonić do "szefa", że się tak wyrażę. - Czekaj szefa, przecież to jakiś cholerny mafiosa, nic więcej. - zaśmiałam się. - Ale ja jestem dzisiaj zabawna. - przemknęła mi myśl przez głowę. Jeszcze chwila i się posunę do ohydnej rzeczy, więc lepiej skończę, oczywiście związanej z nim. Sięgnęłam do torebki w celu znalezienia komórki. - O guma. Ciekawe, czy dobra - wypowiedziałam te prymitywne słowa sama do siebie, ale już trudno. Wzięłam sobie jedną do ust. - Mhh, miętowa, lubię to. - i znowu ten jakże ironiczny śmiech. Na prawdę szkoda mi mnie. Ponownie zaczęłam szperać w torebce. Znalazłam jakieś stare płyty, chusteczki, pieniążki (tutaj taka poboczna myśl, "zaświeciły mi się oczy na ich widok"), i wiele innych badziewnych przedmiotów. Po chwili miałam w ręce moją ukochaną komóreczkę. Szybko w kontaktach znalazłam numer tego jełopa i zadzwoniłam, tak spontanicznie zresztą. - Czego? - odezwał się ten brutalny głos. - Może trochę grzeczniej kolego? - zauważyłam. - Słuchaj no, nie pierdol ty mi tu, tylko gadaj po co dzwonisz. - jego głos stawał się coraz surowszy i rozgniewany. Lepiej jednak z nim nie zadzierać, bo jeszcze mnie tutaj pobije. I znowu ten głupawy śmiech. - Chciałam ci tylko powiedzieć, że cel jest już na miejscu. Nie wiem co dokładnie planują, ale zapewne w jakiś sposób będą się chcieli czegoś o tym miejscu dowiedzieć. - Był ktoś z nimi? - spytał. - Nie widziałam nikogo, ale tej opcji nie wykluczajmy. Jeżeli będą chcieli się z kimś skontaktować, to na pewno to zrobią... - już miałam mówić dalej, ale wtrącił mi się w połowie zdania. Co za brak kultury? - Pilnuj ich i dowiedz się co planują. Naprowadź ich na mnie, gdy zajdzie taka potrzeba. Mogą się skontaktować z kim kol wiek chcą, ale póki maluch jest u nas, to my mamy władzę i niech tak pozostanie. - powiedział i odsapnął. - Rób co masz robić, "W" zajmie się resztą, a Kris niech pozostanie na miejscu. Pamiętaj, że nie lubię rozczarowań, więc lepiej mnie nie zawiedź. - rozłączył się, nie dając mi dojść do głosu. Najwyraźniej usłyszał to co chciał. Reszta go nie interesuje. Zastanawiało mnie tylko słowo, zacytuje "nie lubię". Przecież ten typ niczego nie lubi. Jest tak humorzasty, że szok. Ale nie ważne. Poczekam chwilę, jeśli nic nie zaczną działać, to wkroczę do akcji. - A teraz wybaczcie mi, ale muszę coś przekąsić, bo jestem na prawdę głodna. - powiedziałam nie wiadomo do kogo. Po chwili konsumowałam już posiłek. *Oczami Kris* Po ogarnięciu się, wstałam no i poszłam do niego. Po drodze słychać było tonę różnych dźwięków wydobywających się z pomieszczenia. - Pewnie zaczęli beze mnie. - pomyślałam, ale nie dziwiłam się im. Byłam troszeczkę spóźniona, ale wow, potrzebowałam czasu, by poprawić swój wygląd, przecież nie mogli mnie zobaczyć w poprzednim stanie. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. - O, nareszcie jesteś. - oznajmił na wstępie szef tej oto agencji. - Jaki pan spostrzegawczy. - odpowiedziałam z humorkiem. Nie byłam w nastroju, więc żarty były nie na miejscu z jego strony. - Dziękuje. - ciekawe za co - Ale przejdźmy już do sprawy. Nie jestem zbytnio obeznany z tą sprawą, bo jak wiecie na głowie codziennie mam ich dużo, więc od razu pozwolę mojemu młodszemu koledze, doświadczonemu zresztą, zabrać głos. - wskazał palcem na Carla i osunął się gdzieś w pobliżu "słuchaczy". - Jak wiecie sprawa nie jest łatwa. Moi przyjaciele zadarli z dosyć nieciekawym typem, przywódcą mafii. Jest on dość dobrze znany w świecie przestępczości, więc będziemy musieli uważać, a na co? Dobre pytanie. Już nie długo, gdy tylko dostaniemy znak, ruszamy na Sycylię. Może i nie będzie to proste, ale sobie jakoś poradzimy. Pamiętajcie o tym, by być czujnym i zawsze zachować zdrowy rozsądek, nawet w najtrudniejszej sytuacji. Miewam, że przygotowania zostaną na czas ukończone, a wy sprawnie i szybko podejmiecie się tego działania. Będę z wami szczery... - w tej chwili spojrzał na mnie. - To może być bardzo niebezpieczna misja, więc jeżeli ktoś chce się wycofać, to ma teraz ostatni raz szansę, by to zrobić. Jeżeli na kimś wam zależy i nie chcecie tej osoby zawieść, stracić lub nigdy już nie zobaczyć, to wierzcie mi, że absolutnie nie okażecie się tchórzami. Wyrażanie własnych uczuć, miłości i sympatii to nie grzech, zwłaszcza, gdy chodzi o najbliższą ci osobę. Dlatego bądźcie ze sobą szczerzy i odpowiedzcie na pytanie: Podjąć wyzwanie i zaryzykować, czy zostać i kochać to, co w mym życiu jest najważniejsze. - zakończył. Jego wzrok cały czas tkwił na mojej sylwetce. Byłam ostro speszona. Miał rację, całkowitą rację. Zachowywałam się podle w stosunku do niego, ale taka już byłam i jak mówiłam nic tego nie zmieni. Powracając do świata rzeczywistego, jego "występ" został uznany. Każdy miał pewnie te słowa w sercu. Po chwili wszyscy się rozeszli w celu zabawne zdecydowania o swoim dalszym losie. W sali zostałam tyko ja i Carl, który po chwili podszedł do mnie. - A ty? - zapytał. - Co ja? - odpowiedziałam zmieszana. - No, co wybierasz? - A jak sądzisz? - Nie wiem? Po tobie spodziewam się każdej odpowiedzi. - Oczywiście, że z wami będę, ale uwierz mi, pozostanie w mym sercu to, co przed chwilą wygłosiłeś, zwłaszcza końcówka. - uśmiechnęłam się i odeszłam do swego pomieszczenia. *Oczami Ally* - Twoje wypowiedzi przypomniały mi Deza. - wspomnienia, szkoda, że takie smutne do nas powróciły. - Może i starałam w jakiś sposób, chociaż na chwilę tę jego głupotę przypomnieć nam, ale nie wracajmy może do tego. - mówiła załamanym głosem. Zbierało jej się na płacz. - Wiecie, boli mnie, że nawet naszego rudowłosego przyjaciele nie pochowaliśmy, w sumie nie wykazaliśmy się niczym. Zostawiliśmy go i tyle. Może i go z nami już nie ma, le jednak przez wiele lat był i tworzył naszą paczkę. - łzy poleciały po jej policzkach, a smutek widać było na twarzy, jak czarną plamę na kartce białego papieru. - To piękne co powiedziałaś. Oczywiście mam na myśli te ostatnie trzy słowa. - także zbierało mi się na płacz albo nie zbierało, bo już płakałam. Musiał zauważyć to Austin który podszedł i mocno nas do siebie przytulił. - Dez zawsze był, jest i będzie z nami. I tymi słowami zakończmy to. Pomścijmy jego pamięć naszym zwycięstwem, a jak już wrócimy, to obiecuję wam, że na pewno wyprawimy mu spaniały pogrzeb. - oznajmił i zapewne poczuł jak ja, i chyba też Trish, jeszcze bardziej się w niego wtuliłyśmy.
*** Ach! Cóż za wspaniałe zakończenie, nieprawdaż. Jak sama chciałabym ich teraz wspierać, tylko nie tak mentalnie, tylko być z nimi tam na miejscu i po prostu pocieszyć dobrym słowem. Takie słowa na pewno nie zaszkodzą opowiadaniu. Wczujmy się w rolę, po prostu. A powracając, to powoli widać (mam nadzieję) jakieś zmiany. Postanowiłam do opowiadania dorzucić szczyptę ironii i dużą łychę śmiechu, by powstało dobre opowiadanie. Szkoda tylko, że nasi bohaterowie mają coraz mniejszy udział w rozdziałach, ale na razie nic u nich się nie dzieje, więc nie ma o czym pisać. W kolejnych rozdziałach się to zmieni. To opowiadanie moi drodzy, tak na prawdę dawno już przeszło olbrzymią metamorfozę, więc... I na tym przystańmy. Postaram się dodać trochę miłości głównym bohaterom. Myślę też na tym, by Trish kogoś sobie znalazła, by nie była samotna. Co sądzicie o tym pomyśle? Czekam na komentarze, opinie i wszystko inne co chcielibyście zawrzeć w tym co napiszecie tu pod spodem. Pamiętajcie, motywacja najważniejsza! Na koniec tylko info, że gdzieś z boku, jutro dodam coś w rodzaju informacji o rozdziałach itp. To tyle ode mnie. Na koniec moja ukochana piosenka Katy Perry - Unconditionally:
*Oczami Ally* - No i jak, dodzwoniłaś się do Carla? - zapytałam się nadchodzącej Trish. - Tak. - odpowiedziała myśląc wciąż o tym co mogło się tam stać. - Coś cię martwi. Jesteś jakaś nieobecna. - zauważyłam. - Może za bardzo się przejmuję, ale sadzę, że Carl nie powiedział mi całej prawdy. - A co powiedział? - Mieszał i kłamał o tym, że niby im prądu zabrakło, i komórka mu padła. Na sam początek, pomyślałam, że ok, nie ma sprawy, ale czułam w jego głosie obawę i to mnie zaintrygowało, by na tym rozmyślać. - I jakie pomysły? - Nie będę, aż taka wścibska, ale obawiam się najgorszego. - zamilkła na chwilę. - Ale nie ważne. Mamy dużo jeszcze do zrobienia. Jak przyjedzie, to o wszystko go wypytam. Wtedy się przekonam czy na prawdę kłamie. - zakończyła i sięgnęła po coś do jedzenia. - A gdzie Austin? - spytała zajadając kanapeczkę. - Poszedł chyba napełnić butlę na paliwo, czy coś takiego. Mało się na tym znam, więc tak do końca to nie wiem o co w tym chodzi. - zaśmiałyśmy się. Czekając, aż blondyn wróci, wzięłam sobie jeszcze kilka łyków wody i zaczęłam coś przeglądać w telefonie. - To co jedziemy. - powiedział nadchodzący chłopak. - Pewnie. - odparłam za nas dwie. Po chwili wszyscy już byliśmy w drodze na lotnisko. Tak, zgadza się. Lecimy na wyspę Sycylię z nadzieją, że jeszcze ujrzymy naszego słodkiego brzdąca.
*Oczami Jessie* Będąc w samochodzie nie daleko pobyty tej trójki, dokładnie wiedziałam gdzie się teraz udadzą. Z uśmiechem i lekką ironią ruszyłam za nimi. Spojrzałam jeszcze tylko w lusterko, czy nikt mnie nie obserwuje, po czym odpaliłam silnik i na swoich czterech kółkach jechałam tam gdzie oni. Zastanawiało mnie tylko, czy oni na pewno o mnie nie wiedzą. Nie miałam zmienionego image, więc byłam rozpoznawalna. W jednej chwili musiałam podjąć decyzję, czy ich wyprzedzić i znaleźć się szybciej na miejscu, czy jednak sobie odpuścić i powolnie podążać za nimi.
*Oczami Kris* Po wczorajszym zdarzeniu cały czas rozmyślałam, jak wyglądało, by moje życie, gdybym je zmieniła o 360 stopni. Pewnie by było w nim wiele miłości i tego nienagannego życia, ale z drugiej strony, czy aby na pewno nie brakowało, by mi tego życia kryminalistki. W końcu od lat tylko to robię, więc nie jestem pewna czy mogłabym to dla kogoś zmienić. Moje rozmyślenia przerwał, wchodząc do pokoju, Carl. Spojrzałam na niego i lekko westchnęłam. Z nim stworzyłabym coś wielkiego, a sama mogę sobie co jedynie strzelić w łeb. Był taki uroczy, a ja taka przebiegła. Mimo wszystko, że wiedziałam, iż muszę go tak bezczelnie wykorzystać, to z drugiej strony czułam w sercu taką pustkę i po prostu chęć miłości i bycia kochanej. - Słyszysz mnie? - zapytał się. - Co? - odpowiedziałam wyrwana z transu. - Pytałem czy mnie słyszysz? - ponownie zadał te samo pytanie. - Tak. - odpowiedziałam lekko zdziwiona. - Przecież cały czas cię słucham. - lekko się uśmiechnęłam, na co on się zaśmiał. - Nie ważne. Chciałbym się ciebie zapytać, czy to co napisałaś na kartce nie jest kłamstwem, czy aby na pewno jesteś ze mną szczera. - Jak najbardziej podpisuję się pod tym i tak to prawda. - Aha. Dzięki za szczerość. Mam wyrzuty sumienia z tego co się stało, ale w sumie mógłbym to zrobić z tobą jeszcze nie jeden raz. - na te słowa zaczerwieniłam się. - No wiesz, na służbie. - zaśmiałam się. - Jesteś urocza. - podszedł do mnie, przysiadł obok i przytulił z całej siły. - Wiem to. - oboje się zaśmialiśmy. - Mam do ciebie jedno małe pytanie. - Słucham, o co chodzi? - Czy ty ten wczorajszy wybryk traktujesz poważnie, czy tylko taki przelot, nic więcej. - Na chwilę musiałam się zastanowić. Co tu mu odpowiedzieć. Nie był zły, ale ja mam zadanie i muszę się go trzymać mimo wszystko. Nie chcę zadzierać z Live-rop'em. Wolę zostać przy życiu. - Wiesz, nie chcę ci robić jakiś złudzeń, ale dla mnie to nic nie znaczyło. - te słowa musiały go trochę zamartwić. Patrzył się na mnie i chyba nie wierzył w to, co właśnie usłyszał. - Spodziewałem się innej odpowiedzi. - spojrzałam na niego i trochę się zasmuciłam. Wiedziałam, że tego pożałuje, ale już trudno. - Myślałem, że jesteś inna... - Czekaj chwilę, a ty coś poczułeś? - wtrąciłam się tak nagle. - Wygląda na to, że tak. Inaczej bym się, aż tak tą odpowiedzią nie przejmował. - zrobiło mi się przykro. Najgorsze było to, że coś między nami na prawdę zaiskrzyło, a ja to zburzyłam i nie wiem, czy będę w stanie to jeszcze naprawić. - No nic. Wracam do pracy. Jak już skończysz to co teraz zrobisz, to widzimy się w moim gabinecie. Tam obgadamy szczegóły operacji. - zakończył i wyszedł spoglądając już ostatni raz na mnie. Było mi źle. Zniszczyłam wszystko. Chowając głowę w ramionach, zaszlochałam i w takiej pozycji próbowałam się przygotować do powstającej operacji.
*** Wiem, że króciutki, ale zależało mi, żeby dzisiaj już coś dodać. Przepraszam, ale coś mi się tutaj zaczęło psuć na laptopie, na tyle że aż myślałam, iż wszystko mi się skasowało. Po za tym nie jestem w stanie się znowu skupić na tym co pisze, dlatego mi wybaczcie. Najprawdopodobniej dodam rozdział jutro.
Mam dobrą wiadomość. Po długiej przerwie powracam na bloga razie tylko na tego. Chcę dokończyć wreszcie tę historię i mam nadzieję, że mi się to uda. Co do was, to mam tylko prośbę byście tak samo, jak wcześniej czytali i komentowali moje posty.
A teraz kilka słów, dlaczego mnie nie było?
Cóż, miałam taki okres, że przestało mnie interesować pisanie. Nie miałam czasu, chęci ani nawet weny, by otworzyć laptopa i wylać ostatnie poty na kilka nędznych zdań. Straciłam do tego głowę. Po za tym wciągnęłam się w coś innego. Miałam "nałóg". Nie obiecuję na sam początek, że może rozdziały nie będą, aż tak ciekawe jak tamte poprzednie, ale postaram się, by były równie ciekawe. Zmieniam styl pisania, więc pojawi się trochę nowości. Ale już nie ważne.