~Co nowego w nexcie? Pewnie wiedzieć chcecie? Tu macie taką małą zapowiedź!

Na razie w przygotowaniu!

To wszystko już w kolejnym rozdziale

~~ Crystal ~~

A to w nadchodzących rozdziałach!

Ally zabije człowieka!
Austin dozna szoku pod koniec 2 sezonu!
Kris uwodzi i pójdzie do łóżka z Carlosem!
Jess spowoduje straszny wypadek!
Córka Ally i Austina niekoniecznie zostanie uwolniona!
W którymś rozdziale dużą rolę odegra wilk!
Niektóre wątki bohaterów będą miały na prawdę mroczną przeszłość!

~~Crystal~~


środa, 11 lutego 2015

Zdrada & Sabotaż

Była to Jessie. Nie mogłam w to uwierzyć. Co ona tu robiła? A, no tak. Przecież prawcowała dla nich, więc można było się tego domyślić.
Patrzyliśmy na nią z niedowierzaniem, a ona jak głupia śmiała się nam prosto w twarz. Jak tak można? Po chwili odgarnęła ręką włosy, po czym pokazała nam środkowego palca i to w wersji podwójnej. Nie będę ukrywać, ale wyglądało to przezabawnie. Ruda, która miała taką minę, jakby ją coś potrąciło, na środku chodnika zachowywała się jak... i tu określeń jest kilka. Nie bądźmy złośliwi, niech się wyszaleje, a wracając, to muszę powiedzieć, że jestem nieźle zaskoczona tym całym zajściem, zresztą to widać.
Uśmiechnęła się do nas, po czym jakby niby nic, zaczęła uciekać.
- I co? - zapytałam panikując. - mamy ją gonić, czekać, biec, zawracać, myśleć, co mamy robić? Mówcie? - paraliżowało mnie to. Nie wiedziałam kompletnie co robić. Jeszcze przed chwilą, podczas spożywania posiłku, uzgodniliśmy, że nie będziemy działać pochopnie, a tu proszę. skąd mogliśmy wiedzieć, że wyjdziemy i zobaczymy te kretynkę, która najpierw zacznie się wydurniać na środku ulicy, a potem ucieknie, no skąd?
- Wiem, że ustaliliśmy, że nic nie robimy, ale... - nie dane mu było skończyć, gdyż Trish zareagowała impulsywnie na sytuacje.
- Biegnijmy za nią! - krzyknęła, po czym ruszyła, a my, jak te pieski, za nią.
- Nie powinniśmy zostać? - pytałam ledwie łapiąc oddech.
- Właśnie, zgadzam się z Ally. To zły pomysł. - przytakiwał mi Austin ledwo nadążając za czarnowłosą, która biegła jak gepard, może nawet szybciej.
- A macie lepszy pomysł? - odpowiedziała.
- No nie, ale... - i znowu mi przeszkodziła. Kurcze, czy ona nigdy nie da mi dokończyć wypowiedzi.
- No właśnie! Biegniemy i bez dyskusji. - narzuciła jeszcze szybsze tempo.
- Trish wg mnie to pułapka i możemy tego pożałować. - już go nie słyszała. Widać było, że nasze uwagi nadaremnie zostały wypowiadane. Ale nie bądźmy tacy uprzedzeni. Przecież Trish nie robi tego dla siebie, tylko dla nas i to jest w tym najcudowniejsze.
- Austin. - szepnęłam do ukochanego.
- Co? - odpowiedział takim samym tonem.
- Zauważyłeś, że Trish na prawdę się w to wciągnęła. Niby zawsze taka niezależna, samolubna i egoistyczna, a tu proszę, anioł otulony puchem i pierzem. - fantazjowałam opisując przyjaciółkę.
- Nie przesadzaj, po za tym ma w tym jakiś cel. W końcu ci ludzie stoją za śmiercią Deza, więc wiesz. Ale trzeba przyznać, że bez jej pomocy tak daleko nie zaszlibyśmy. - przytaknęłam mu i na tym zakończyła się ta rozmowa.
Po gonitwie, zorientowaliśmy się, że jesteśmy blisko brzegu. Nigdzie jej nie było, tak jakby się rozpłynęła. Ale ja jestem przekonana, że jeszcze się pojawi, bądź cały czas jest widoczna. Pojawiła się tak znienacka, więc prawdopodobieństwo, że jeszcze ją ujrzymy, jest stuprocentowe.
- Gdzie ona się podziała? - pytała rozglądając się Trish.
- Nie wiem. - odpowiedziałam jej.
- Pewnie za chwilę skądś wyskoczy. - zauważył austin.
- Pewnie masz rację. - powiedziała. - Ale i tak wydaje mi się, że powinniśmy jej poszukać. Już chciała odejść, gdy blondyn złapał ją za rękę. - Co robisz? - odruchowo zareagowała.
- To, co zrobić powinienem wcześniej. Trish nie ma sensu się spieszyć, pamiętaj "czas to zły doradca". W niczym nam nie pomoże. A po za tym zastanów się. - spojrzał na nią, czy na pewno go słuchała. Jak zwykle była urażona tym, że jej nie doceniamy, ale Aus miał rację.
- Czasami trzeba ustąpić, dlatego Trish posłuchaj mnie. - widząc mój stanowczy ton, niechętnie, lecz skutecznie wykonała polecenie. - Jesteśmy ci niezmiernie wdzięczni za pomoc i oczywiście za dobre chęci, ale zrozum, że chcąc zgasić ból po stracie Deza jak najszybszą zemstą, nic nie zdziałasz, więc proszę cię, zwolnij i się zastanów co będzie dla nas najlepszym rozwiązaniem. - zapewne nie chcąc się przyznać do błędu, pod dokładnym rozpatrzeniem mej wypowiedzi, zgodziła się.
- Przepraszam, ale jak widzę ją, to mnie krew zalewa. Tak po prostu na mnie działa i tego nie zmienię. Dobra, mów. - zwróciła się do austina.
- Na początek proponuje zadzwonić do Carla, czy tam Mike, by opowiedzieć im o tej sytuacji, a później na nich poczekać. nie dajmy se sprowokować, bo to dobrze nam nie wyjdzie, a ruda niech zafarbuje włosy, bo za bardzo rzuca się w oczy. - jaki poeta, rymuje, a jednocześnie wygłasza prawdę w pięknie i mądrze przyozdobionych słowach.
- Masz rację. - pochwaliłam to. - A z tym o rudej to dobre, oh bardzo dobre. - kiwałam głowo ukazując przy tym swój wielki entuzjazm. Blondy się tylko uśmiechnął, po czym podszedł do mnie i mocno przytulił. Zauważyła to Trish, której za pewne zrobiło się przykro. Widząc to, odchyliłam jedną rękę w bok na znak, żeby się do nas przytuliła. I to właśnie uczyniła. I tak to sobie w uścisku, byliśmy w jakimś miejscu, niewiadomo gdzie. Ale mieliśmy siebie, a razem możemy wszystko.
 
*Oczami Kris*

"Zatrzymaj ich, inaczej plan nie wypali, a ty stracisz coś bardzo cennego, nawet bardziej niż twoje życie."
Taką to wiadomość, dosłownie niecałe dwie minuty temu, dostałam od tego gostka, który to niby jak mistrz albo nawet lew broni naszych interesów, by osiągnąć swoje, a my jego pracownicy byliśmy tylko pionkami w jego grze, może to były szachy, chociaż nie. - Szachów przecież nie lubi, może chińczyk albo warcaby, ale szachy? Nigdy w życiu. - myślałam. Ale zaraz, o czym ja myślę? Co mnie obchodzi to, kim dla niego jesteśmy. Dla mnie on jest skończonym idiotą i tyle. W wielu branżach szefa się toleruje albo przynajmniej stara, a czasami stawia się go sobie za wzór. W moim przypadku tak nie będzie, nie-e. I wolę o tym więcej nie myśleć, bo za chwilę na wymioty mi się zechcę, chociaż nie powinno być to dziwne w samolocie. - Są osoby z chorobą morską, są i takie, które mają chorobę dotyczącą latania, więc nic w tym chyba dziwnego, prawda? - zastanawiałam się.
Ale nie ważne! Przejdę lepiej do jego polecenia, bo nie chciałabym odczuć jego gniewu na własnej skórze. Możemy sobie tego oszczędzić w prosty sposób, w opóźnienie lotu o dzień, może dwa. Zależy na ile będzie mi się chciało odwalić tę robotę. - A więc wyszło tak, jak chciała Jessie, no popatrz, jaki ten świat jest mały. - powiedziałam sama do siebie. A może to obgadali? Hmm, myślę, że nie. Za dobrze to oni się nie dogadują, więc wątpię w fakt, że coś razem ustalili, przynajmniej w normalnej, bez kłótni i awantur, atmosferze.
Dobra, a wracając, to trzeba coś wykombinować w związku z tym. Tylko co? Przecież nie wyskoczę z samolotu z myślą, że moi ukochani towarzysze ruszą mi na ratunek. Nie jest to wykluczone, ale na ich miejscu ach tak bym nie ryzykowała. Po za tym to tchórze, prawdziwi faceci są w stanie dla kobiety zrobić wszystko, a ci? Chociażby taki Carl. Niby coś poczuł, niby mnie kocha, niby coś czuje, ale nie jest w stanie mnie zdobyć ani zawalczyć o moje względy. Stanowczo stwierdzam, że ich agencja powinna być nazywana Tchórzowa niż tak jak się nazywa.
A teraz już trzeci raz powracając do sprawy, jeszcze raz podkreślam, że muszę coś zrobić, tylko co? No co? Te same pytania mogę sobie zdawać cały czas, ale prawdą jest, że wieki mi zajmie, zanim coś wymyślę. - Albo sekundę. - powiedziałam szeroko otwierając oczy. Pomysł wpadł mi do głowy, niczym przyjemna sumka jaką dostaje za pracę. To miłe uczucie, na prawdę miłe. Muszę zrobić tak. Udam się do kokpitu pilota i ich tam zaczadzę, czy coś w tym stylu. Spowoduje awaryjne lądowanie, gdzieś na jakiejś, mam nadzieję, bezludnej wyspie. Co gorsza postaram się o to byśmy nie mieli zasięgu do nikogo, nikogo prócz jednej osoby, a mianowicie tego gościa z tamtej agencji. Wnioskując, że lecimy w tym samym kierunku, będzie na tyle blisko, by nas podrzucić. Oczywiście miejmy nadzieję, że leci samolotem albo płynie statkiem i, że jeszcze tam nie jest. Inaczej plan nie wypali i wszystko pójdzie w łeb, a tego z całą pewnością bym nie chciała.
- Dobra, biorę się do roboty. - jak powiedziałam, tak też i zrobiłam. na początek udałam się w miejsce, gdzie była apteczka, bądź osoba ratunkowa, że się tak wyrażę. Lecimy na niebieską misję, więc muszą mieć tu taką osobę, która w każdej chwili gotów jest nam nieść pomoc. - Tak jak myślałam. - powiedziałam widząc miejsce gdzie owy punkt mógł się znajdować. Udałam się tam. Niestety, ale nie było tu żadnego konkretnego leku, więc sami rozumiecie, iż musiałam pokombinować. Wzięłam byle jakie leki, zmieszałam do jednej zlewki, po cym dodałam trochę innych substancji, bardziej sypkich, lepkich i cięższych.
- To powinno zadziałać. - powiedziałam zadowolona. - Może i nie jest zabójcze, ale śmierdzi tak strasznie, że raz dwa ich załatwi. I kto będzie zwycięzcą, no kto, no ja, a co, myśleliście, że oni?
Zatkałam starannie naczynie, po czym wyszłam. Nikogo nie dziwiło, że się tak krzątałam, więc miałam wielkie pole do popisu. Weszłam do kabiny "cichaczem", po czym ustawiłam zlewkę za siedzeniami pilotów. Po chwili zaczęły się cuda.
Najpierw pierwszy, potem drugi runął na ziemię. Tak prostego zadania jeszcze nie miałam. Teraz trzeba tylko tak pokierować samolotem, byśmy gdzieś wylądowali, a później włączyć w życie resztę planu.
Zamontowałam automatycznego pilota na ich komputerze z dokładnym widokiem na drogę, po czym wyszłam z kabiny, by udać się w bezpieczne miejsce gdzie nikt mnie nie znajdzie i w spokoju kierować tym lotem.
 
*Oczami Jessie*

Nie wierzę, że tak szybko się domyślili o moich zamiarach. Ale może tak będzie lepiej dla nich i dla mnie. Teraz wystarczy zaatakować ich w najsłabszy punkt, a potem cieszyć się już tylko ze zwycięstwa, słodkiego zwycięstwa.
- Ha, ha, ha, ha, ha. - ach ile ironii było w tym pedantycznym śmiechu. Wyobraźcie sobie, jak ja w tej chwili musiałam wyglądać.
 
*Oczami Ally*

Opadając z sił, prężąc mięśnie i udając, że nam się jeszcze chce, bez skutku poszukiwaliśmy rudowłosej. Nigdzie je nie było. Zniknęła, lecz nie na długo.
- Wiecie, zaczynam odczuwać, że ona jest coraz bliżej nas i mimo, że jej nie dostrzegam, to i tak myślę, że ta małpa nas obserwuje i knuje co tu dalej począć. - oburzała się Trish.
- Masz całkowitą rację koleżanko. - usłyszeliśmy dziwny, lecz bardzo znajomy głos dochodzący zza naszych pleców. Gwałtownie się odwróciliśmy i zobaczyliśmy tę wiedźmę.
- To ty! - krzyknęła czarnowłosa.
- Co ty tu robisz? Czego chcesz? - pytałam.
- Właśnie, gadaj co wiesz. Gdzie przetrzymywana jest nasza córka. - mówił Austin. - Inaczej pożałujesz. - chciał przejść od słowa do czynu, jednak słowa wroga skutecznie go powstrzymały.
***
No i kolejny rozdział dosyć szybko dobiegł końca. Nim się spostrzegłam, już musiałam kończyć, by potrzymać was w kolejnej niepewności.
Mam nadzieję, że się podoba (pojawiła się nawet chemia i to taka ze szkoły) A teraz pytanie:
Jak myślicie, co takiego Jessie powiedziała skutecznego, że Austin odwlekł od swego zamiaru, a także czy plan Kris się powiedzie?
Na opinie i wasze wypowiedzi, zdania, ewentualne uwagi czekam w komentarzach.
Na koniec jak zwykle piosenka:


~~Crystal~~

wtorek, 10 lutego 2015

Odkrycie & Początek misji

Patrzyłyśmy się na blondyna takim wzrokiem, jakbyśmy wpatrywały się w martwy punkt. Po prostu stanęłyśmy. Masakra, a to co powiedział, to hmm... mogłyśmy się domyślić.
- No to może wreszcie nam to wytłumaczysz? - zapytała już znudzona czekaniem Trish.
- Czekaj chwilę, muszę pozbierać, myśli do kupy. - na jego słowa gwałtownie się zaśmiałam. - Co? - spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
- Nic, tylko powiedziałeś "kupa". - ponownie parsknęłam śmiechem. Widziałam, że moi towarzysze przeczą głowami ze dziwienia. - Dobra mów. - ogarnęłam się. Wzruszył głową, po czym zaczął nawijać.
- Cały czas niby to nic się nie przejmujemy, że jest luz i w ogóle, ale jakby tak się zastanowić to my na razie przegrywamy i to strasznie.
- Co masz na myśli? - wtrąciła się Trish.
- To, że sobie tu od kilku dni przebywamy i ani razu nie sprawdziliśmy, czy ktoś nas szpieguje. Odkąd się tu pojawiliśmy, jesteśmy na pewno obserwowani. Każdy nasz ruch, gest itd. może być bacznie przez kogoś obserwowany. Pamiętajmy, że nie zadarliśmy z jakimś tam przestępcą, tylko z szefem tutejszej mafii.
- Pozwól, że się wtrącę, ale skąd wiesz, że tutejszej. Przecież ten typ tak samo może być określany w innym rejonie, więc pewności co do tego nie mamy. - zauważyłam.
- Jeżeli będziesz się skupiać na takich pierdołach, to daleko nie zajedziemy. - zgasiła mnie Trish, by po chwili ponownie wsłuchiwać się w słowa Austina. - Mów dalej. - ponaglała go. Spojrzał na nią, po czym cicho zachichotał pod nosem.
- Powinniśmy być czujni, tak jak nam mówili. Jestem pewien, że szpieg jest gdzieś w pobliżu i wkrótce się ujawni, dlatego musimy ustalić co w takiej sytuacji robić. A teraz jeszcze pozwólcie, ale muszę powiedzieć coś, co nie daje mi spokoju.
- Co takiego? - spytałam.
- Wiecie, wydaje mi się, że to, że tu jesteśmy to nie przypadek ani zbieg okoliczności. Ktoś celowo nas tu ściągnął, wcześniej naprowadzał, jakby chciał nami pokierować. - powiedział
- To ma sens. - zauważyła Trish. - Ta kartka, którą wtedy znaleźliśmy... - mówiła zastanawiając się. - Myślicie, że też była podstawiona? - spytała patrząc się na nas.
- Chyba tak. - przyznał Austin.
- Jeżeli to, co mówicie się zgadza to szpiegiem może być... Jessie. - ostatnie słowo było trochę dziwne. Kto by się spodziewał, że nasza ruda znajoma tak z nami pogrywa.
- Ale to oznacza, że współpracuje z tymi bandziorami. - zauważył blondyn. Na chwilę przystaliśmy. Wymieniliśmy się wzrokiem. Nie mogliśmy uwierzyć, że osoba, którą uważaliśmy za przyjaciółkę mogła się okazać tak fałszywą, podłą i bez serca osobą.
- Żałuje, że ją z nami zapoznałam. To moja wina. - zasmuciła się czarnowłosa.
- Trish, jak możesz tak mówić. - podeszłam do niej, by ją przytulić, wesprzeć, dodać otuchy po prostu. - Nikt z nas nie wiedział, co tak na prawdę w niej drzemało, więc skąd mogliśmy wiedzieć, że tak perfidnie nas oszuka. - powiedziałam i jeszcze raz mocno przytuliłam przyjaciółkę. Odwzajemniła uścisk. Chyba już jej przeszło.
- Cóż, było minęło. Nie ma co "płakać nad rozlaną szklanką mleka". - oznajmił po krótkiej chwili Austin. - Teraz zajmijmy się tym, czym zająć się powinniśmy. Chodźcie do knajpy. Tam coś przekąsimy i przy okazji obgadamy parę szczegółów, a później pozostanie nam już tylko czekać na to, aż nasi specjaliści się pojawią. - tymi słowami poprawił mi i mam nadzieję, że także Trish, nastrój. Chwilkę jeszcze przeczekaliśmy, by pozwolić wziąć się w garść czarnowłosej, po czym udaliśmy się w wyznaczone miejsce.
 
*Oczami Jessie*

- Że co? - ironii w tym zdaniu nie było końca. - Jak oni śmią mnie tak oskarżać. Myślą, że sama tego chce, że mi z tym dobrze. - chyba nie trzeba pisać, że takie szyderstwo w moim przypadku mogło się wydać ciut niestosowne. Byłam przecież kulturalną osobą, więc jak tu mnie tak obwiniać. - Zaraz tupnę nogą w ziemię ze złości, ale przecież nie będę się gniewać. Spokojnie. - zachichotałam ze swojej głupiej wypowiedzi. Mogę się pochwalić tylko tym, że prawie wykonałam swoją misję. Wiedzą, że to ja, więc pewnie na mój widok zrobią to, czego od nich oczekuje. Muszę się jednak pospieszyć, by ci z policji mnie nie wyprzedzili. Dam im czas na posiłek. W końcu co to za bieganie z pustym żołądkiem, a jak mówimy o strawie to zgłodniałam. Idę coś wszamać, a tymi ciołkami zajmę się później. - Tylko, żeby mi kasy starczyło. Jako płatna tajna, urocza, agentka nie zarabiam zbyt wiele. - i znowu ta ironia. Błagam, ile jej można używać. I tak o to z dziwnymi myślami udałam się w poszukiwaniu, oczywiście, że luksusowej, restauracji.
 
*Oczami Kris*

"Służba nie wróżba, obowiązki wzywają" - takim to chyba mottem mogłabym kierować się podczas nadchodzącej akcji. Już szykowałam się do "dopięcia wszystkiego na ostatni guzik", gdy nagle nie oczekiwanie dostałam sms. Był od tej frajerki, Jessie. Otworzyłam wiadomość, w której zawarte były następujące słowa:
Musisz ich jeszcze zatrzymać. Nie mam ich jeszcze w garści, więc przedłużaj wasz przyjazd, najlepiej jak najdłużej. A przy okazji, mogłabyś przemycić dla mnie ze Stanów moje ulubione kosmetyki Royal Girl. Byłabym ci niezmiernie wdzięczna. Tu mają tylko jakieś tanie i badziewne gówna, a wiesz, że używam tylko porządnych rzeczy, dlatego zrób to!
- I to ma być krótka informacja. Nie mam pojęcia co ona chciała mi tu uświadomić. Fakt, że sobie nie radzi, zresztą jak zwykle, czy też to, że potrzebuje perfum. - zastanawiałam się nie kryjąc przy tym śmiechu. - Jeżeli coś jej przywiozę, to będzie to już szybciej patelnia, by puknęła się w głowę, niż to czego sobie życzy. - skończyłam i spojrzałam w stronę łazienki. Nagle zrobiło mi się tak słabo, ale nie w negatywnym sensie. Pobiegłam w tamtą stronę i chwyciłam swoje ukochane kosmetyki. - Ah, dobrze że was mam. - wtuliłam się w nie, po czym schowałam do torby. - No to mam już wszystko. Mogę już wyruszać. - no i ruszyłam, by po chwili stanąć. - A czy przypadkiem nie miałam czegoś uczynić. - zadumałam się. - A no tak... nie, nie przypomnę sobie. - chwyciłam ponownie za walizkę i udałam się na zewnątrz, gdzie była zbiórka.
Po dotarciu na miejsce zauważyłam krzątających się ludzi to w lewo to w prawo. - Nie mogą ustać w miejscu? Co, może mają owsiki w dupach. - aż chciałam to powiedzieć na głos, ale jednak zrezygnowałam z tego pomysłu. lepiej nie narobić sobie złej opinii.
- Jesteś wreszcie. - usłyszałam dobiegający głos zza moich pleców. - Myślałem, że już nigdy nie wyjdziesz. - odwróciłam się i ujrzałam Carla. Jakby co, to rozpoznałam go po głosie, ale to tak na marginesie.
- Musiałam się przygotować? - patrzyłam na niego z powagą. Zrobił tzw. "brewki", po czym się zaśmiał.
- Za chwilę ruszamy, samolot już gotowy. Jeżeli wszystko sprawnie pójdzie to pojawimy się na miejscu już za kilka godzin. mam nadzieję, że będzie to spokojny i miły lot bez żadnych ewentualnych problemów. - spojrzał na mnie takim wzrokiem jakby coś podejrzewał, czegoś się domyślał. Hmm, o co mu może chodzić?
Już więcej nie roztrząsając tego faktu weszliśmy na pokład samolotu, by po chwili ruszyć do Włoch.
- A oprócz nas, ktoś tam jeszcze będzie? - spytałam Carla zajmując wybrane przez siebie miejsce.
- Tak. Będzie tam agencja, z którą prowadzimy te sprawę. To dobrzy i oddani swej pracy ludzie, więc będą ogromnym wsparciem, a co? - zapytał teraz to on, chcąc pewnie usłyszeć odpowiedź. no to ją usłyszy.
- A nic, tylko zastanawiałam się, czy nasza grupa poradzi sobie z jego, ale teraz jak mi powiedziałeś, że mamy wsparcie, to jestem przekonana, że nam się uda. - ciepło się do niego uśmiechnęłam. - Wybacz mi, ale muszę się udać do toalety. Wiesz, trzeba przypudrować nosek. - uśmiechnęłam się i poszłam do WC. Weszłam, zamknęłam drzwi, zorientowałam się, czy nikt, aby przypadkiem nie podsłuchuje, po czym wyciągnęłam telefon, by zdać raport Live-ropowi. Odświeżając monitor ujrzałam niewyłączoną wcześniej prze zemnie wiadomość od Jess.
- Oh, kiepsko to widzę. - tymi słowami chyba dałam do myślenia, że coś zawaliłam. Kompletnie zapomniałam o jej prośbie i nie chodzi o jej perfumki, tylko o tą pierwszą część. - No nic. Najwyżej potrąci mi z pensji jak się o tym dowie, a po za tym my, może, byśmy na czas się nie zjawili, a tamci. Tamci na pewno dotarliby i co wtedy. Do kogo by miała pretensje. Na pewno nie do mnie. I co ja się nią tak przejmuje, niech spieprza, to rudej problem, nie mój. ja mam swoje zadania i swoje problemy. - i tak zakończyłam. Po chwili wybrałam numer i zadzwoniłam. - No odbierz ten telefon do cholery? - i na co mi te słowa, przecież i tak nie odbierał, a ja? Muszę teraz pisać sms, jakbym nie miała czego innego do roboty. Ciężko westchnęłam, po czym napisałam wiadomość, w której zawarłam następujące słowa:
Jesteśmy w drodze. Dowiedziałam się, że będzie nas więcej. Nasza agencja pracuje z jakąś inną, więc może być ostro. Jakby co, to mają dobry sprzęt, więc musimy uważać. Niestety nie wiem gdzie jest schowany, więc go nie zniszczę. To tyle. Czekam na dalsze polecenia. Kris.
- No, piękna informacja. - chyba przerzucę się na sms. Fajna zabawa tak paluszkami klikać w ekran. Ale wracając na ziemię, niech jak najszybciej odpisze, bo nie będę czekać. A teraz już wracam, bo pewnie zaczną się niepokoić, gdzież to ja zniknęłam.
Wyszłam z toalety. Myliłam się, nikt nie zwrócił na mnie uwagi. I pomyśleć, że byłam tu jedyną ładną osobę, oczywiście w płci żeńskiej.
 
*Oczami Ally*

Właśnie skończyliśmy spożywać posiłek. Po obgadaniu szczegółów, nic żeśmy tak na prawdę sensownego nie ustaliliśmy. Tylko to co zwykle. Wyszliśmy na zewnątrz. Już chcieliśmy skierować się w stronę samochodu, gdy nagle ujrzeliśmy znajomą nam osobę...

 
***
Dobra, koniec. Nie chcę mi się już więcej dzisiaj pisać. Myślę, że na tym etapie sami musicie pogłówkować, kogo oni zobaczyli, no kogo, pomyślcie?
A co do rozdziału, to może być. Pojawiło się parę fajnych anegdotek no i ciekawe słownictwo sprawia, że ten rozdział zaliczam do udanych.
Przepraszam, że wczoraj nic nie dodałam, ale nie miałam po prostu na to czasu, dlatego rozdział z opóźnieniem. mam nadzieję, że zrozumiecie.
Czekam na komy.
Kolejny rozdział jutro lub, jeżeli nie znajdę czasu, pojutrze.
Na koniec piosenka:
 
One Republic - Counting Stars
 

~~Crystal~~


piątek, 6 lutego 2015

Auslly w Grand Openings & Great Expectations

Trzy filmiki (słaba jakość)

1.
2.
3.

Oraz Promo

I opis odcinka:
W tym odcinku Austin i Ally otwierają szkołę muzyki w Sonic Boom który został całkowicie zmieniony. Przyjaciele mają ciężkie zadanie ponieważ muszą nauczyć studentów muzyki tak żeby grali jak zespół w mniej niż w tydzień na uroczyste otwarcie A&A Music Factory.Czy im się uda??

Premiera już za dwa dni!

~~Crystal~~

środa, 4 lutego 2015

Zwiad & Odważny krok

*Oczami Ally*
- No dobra, to co zaczynamy? - spytałam spoglądając w ich twarze.
- Tak. - odpowiedziała ocierając oczy Trish.
- Zawsze z tobą skarbie. - powiedział Austin, na którego słowa się uśmiechnęłam. Po chwili wzięliśmy rzeczy, spakowaliśmy się i ruszyliśmy na poszukiwania. Na razie sami, później jak już się coś zorientujemy, to damy im znać. Taki w zasadzie był nasz pomysł, innego nie było, dziwne nie?
Szliśmy mijając to domy, to stragany, to domy, to stragany i tak w kółko. Może czasami trafiała się tam jakaś rezydencja, sklep, czy knajpa, ale po za tym tutaj w centrum o tej porze roku nic się nie działo. Z tego wniosku skierowaliśmy się nad morze. Skoro ten gość był, aż tak "sławny", to musiał mieć przecież dom, co ja gadam, wille w jakiś super miejscu.
- Może się rozdzielmy. - zaproponował Austin. - Szybciej coś znajdziemy, a tak włócząc się w trójkę mamy niewielką szansę, by coś odkryć.
- Chyba muszę się z tobą zgodzić. - odparłam na jego słowa. - Pójdę w prawo, ty idź w lewo, a Trish niech spróbuje się dowiedzieć czegoś o tym morzu. Konkretnie chodzi o to, czy gdzieś tu w pobliżu znajduje się jakaś wysepka, gdzie jakąś sekretną kryjówkę można byłoby mieć, ok?
- Ok.- odpowiedzieli zadowoleni z pomysłu. Zapewne ucieszyła się czarnowłosa, która nadzwyczaj okazale, eksponowała swoją niechęć z drogi i jak najbardziej chęć do odpoczynku.
Po kilku godzinach spotkaliśmy się na plaży, by zdać raport ze obeznania w terenie.
- I jak? Znaleźliście coś? U mnie kicha, nic. Jedyne co widziałam, to gość latający goło po plaży, śpiewający piosenkę o miłości. - na te słowa zalała nas "fala obrzydzenia".
- To musiało być straszne. - zareagowała odruchowo Trish.
- I było. Uwierz mi. - jeszcze raz mnie wstrząsnęło. - Ale nie ważne, przejdźmy do was. - spojrzałam na nich. Po minie Austina widać było, że nie ma dobrych wieści.
- Za to ja mam newsa. - oznajmiła szczęśliwa Trish. - Znalazłam 100 dolarów na plaży. - pokazała nam wygnieciony i brudny od mokrego piachu banknot.
- To mają być te świetne wieści? - zapytał Austin.
- Tak. - odparła. - Dla mnie są świetne. Mogłam się spodziewać, że was nie ucieszą, więc przygotowałam sobie jeszcze jedną informacje. Otóż dowiedziałam się, że tutaj nie daleko leży nieduża wysepka, dosyć dobrze zagospodarowana. Jest to teren prywatny, więc nie mamy transportu, by się tam dostać. Chyba, że masz zgodę właściciela, ale my jej nie mamy. - ostatnie słowa wypowiedziała nadzwyczaj szybko.
- No i co teraz? - spytałam.
- Idźmy wg planu. Skontaktujmy się zarówno z Mike'm, jak i Carlem, by przekazać im wieści. - oznajmił. - Potem pozostanie nam już tylko czekać.
- Ok, ale z tym czekaniem, to się, aż tak nie rozpędzaj. Nie będę przecież cały ten czas bezczynnie stać, czy siedzieć, czy leżeć. - spojrzeli na mnie ze zdziwieniem. - Nie ważne. Zróbmy jak chcecie. - wydukałam i poszłam w stronę samochodu. Tuż za mną ruszyli moi towarzysze.
*Oczami Jessie*
Widzę, że znaleźli już tę jego beznadziejną kryjówkę. Gdyby mi pozwolił, to nazwałabym to miejsce "Skrytką Głąba", ale już bez tego rumoru. Teraz tylko poczekam na telefon od yeti i możemy zaczynać. Jakby co, to tak nazywam tego łysego palanta, co tu z nami ma pracować. A jak o nim mowa, to właśnie go zobaczyłam. Nie chcę mi się z nim gadać, no ale trudno, muszę.
- Tutaj jesteś. Wszędzie cię szukałem. - zagadał. Jaki dziwak.
- Nie wydaje mi się, że byliśmy umówieni. - odparłam i już chciałam odejść, ale niestety, ten gbur złapał mnie za rękę.
- Poczekaj. Mamy kilka rzeczy do ustalenia. - zachęcił mnie do pozostania.
- Taa? Zamieniam się w słuch. - dodałam po krótkiej chwili.
- Powiem krótko. Na miejscu wszystko już jest przygotowane. Plan idzie pełną parą. Twoim prostym zadaniem jest tylko naprowadzenie ich na to miejsce, jak najszybsze z resztą. Jest tylko jedno ale? Masz to zrobić przed pojawieniem się tu tych glin. Rozumiemy się. - kiwnęłam twierdząco głową. - Później udaj się w to miejsce. - podał mi kartkę, na której nabazgrał jakiś napis. - Tam dowiesz się co dalej. - wypowiedział te ostatnie słowa i zniknął. Normalnie jak jakaś zjawa. Wstrząsnęło mnie lekko. - Jak on może spojrzeć w lustro? - pomyślałam. - Widzieliście jak był ubrany? Jak menel po prostu. Mógłby włożyć trochę pieniędzy w szczoteczkę i pastę do zębów. Inaczej nie widzę go kolejny raz ze mną. - powiedziałam sama do siebie i odeszłam obmyślając plan, jak przenieść ich... tam.
*Oczami Carla*
Siedząc w swym gabinecie cały czas myślałam o Kris. Bardzo chciałbym, żeby ta nasza relacja była taka prosta. Ja, ja czułem, że ona kłamała, że nie powiedziała tego, co mówiło jej serce, tylko to, co rozkazał rozum. Gdyby takie łatwe było okazywanie swoich uczuć, to może już przeszlibyśmy ten trudny etap, ale? Ja chcę, ona nie chce. Może i zrobiliśmy źle, ale tak dyktowało nam wtedy serce, a z miłością nie można walczyć, nie.
Głowa już mnie bolała, bo nie mogłem udźwignąć ostatnio bardzo dużego natłoku myśli. Jakby te relacja nie miała dla mnie znaczenia, to moje życie byłoby takie samo jak wcześniej? Jednak myśl o kolejnych chwilach z blondynką powodowała, że wariowałam i nic się z tym nie dało zrobić.
- Muszę się pozbierać. Muszę być silny. - powtarzałem sobie. Owszem, trzeba walczyć o swoje uczucia, ale jest jakaś granica? Dlaczego zawsze jest tak, że ktoś kogoś polubi, a ta druga osoba mu tego nie odwzajemni. Dlaczego? Czuję się zupełnie jak w jakimś filmie. Tylko to są realia, a nie "Romeo i Julia". może my też będziemy mieli taką historię, pomijając oczywiście tak kilka istotnych faktów.
Chwilę tak jeszcze główkując, postanowiłem. Postanowiłem, że gdy tylko zobaczę Kris, powiem jej co czuje. Inaczej podczas nadchodzącej akcji, będę w rozsypce. A myśl, która będzie chodzić mi po głowie, to fakt, że stchórzyłam i nie potrafiłam pokazać tego co czuję kobiecie, która na to zasłużyła.
Z przemyśleń wyrwał mnie telefon. Dzwoniła Ally, zapewne z nowymi informacjami.
- No i jak tam. Coś nowego? - spytałem.
- A żebyś wiedział, że tak. Udało nam się odkryć miejsce dokładnego przebywania w tej chwili Live-ropa.
- Tak, to świetnie. Gdzie to jest?
- Na takiej wysepce niedaleko Sycylii. Niestety, ale my nie mamy transportu, ponieważ jest to teren prywatny, by się tam dostać.
- Spokojnie. Nie martwcie się. I tak odwaliliście już za nas najcięższą robotę. Naszym obowiązkiem było zrobienie tego, co wy już osiągnęliście więc możecie być z siebie dumni.
- Dzięki za te słowa. Jaki plan?
- Szybko przechodzisz do konkretów? - cicho się zaśmiałem.
- Bo tu nie ma czasu na pierdoły. Wiesz ile czasu myślę o tym, czy Lula jeszcze tam jest? Czy nic jej nie zrobili? I wiele innych pytań. - zaczęła cicho szlochać. - Może i wyglądam na twardą kobietę, ale w głębi jestem krucha i z każdym dniem popadam w coraz to większe  zmartwienia. Dlatego tak szybko potrzebujemy począć jakieś nowe działania. - wydusiła z siebie ocierając łzy.
- Ok. - odparłem. - Ally nie płacz. Będzie dobrze. Za chwilę do was ruszamy, a wy się jeszcze przez jakiś czas przygotowujcie. I nie myślcie źle, bo to nikomu nie pomoże.
- Ok. - słychać było w jej głosie poprawę humoru.
- Już ci weselej?
- Tak. Jeszcze raz dzięki.
- Nie ma za co mi dziękować. Jeszcze nic nie zrobiłem. Dla mnie największym zaszczytem będzie sprowadzenie waszej córki do domu. - powiedziałem i już chciałem kończyć, gdy nagle przypomniała mi się jedna ważna rzecz. - A Ally, bo zapomniałbym. uważajcie na siebie. Może nie jest to prawdą, ale boję się, że Live-ropa ma szpiegów, którzy was bacznie obserwują. To oznacz, że może już wiedzieć o was. Dlatego najrozsądniej będzie, gdy nie dacie się sprowokować i "grzecznie" na mnie tam poczekacie. Dasz mi słowo, że nie podejmiecie żadnych pochopnych decyzji i nie dacie się zmanipulować? - zapytałem, ponieważ lekko obawiałem się, tego, co powiedziałem. Oby to były tylko przypuszczenia, oby.
- Tak, daję ci moje, to znaczy nasze słowo. Poczekamy, ale bądźcie jak najszybciej ok.
- Ok. - ucieszyłem się mimo to, że nie było mi do śmiechu.
- Aha, jeżeli nie będzie to dla ciebie problemem, to mógłbyś się skontaktować z Mike'm i opowiedzieć mu o tym. My jesteśmy już zmęczeni i wolelibyśmy odpocząć, a mi nie chcę się przechodzić przez kolejną rozmowę. zrobiłbyś to dla mnie? - zapytała z nadzieją w głosie.
- Oczywiście. To do zobaczenia. Lecę teraz przekazać dobre wieści mojej ekipie. Pa.
- Pa. - zakończyłem rozmowę, przetarłem dłonią czoło i ruszyłem w stronę zgromadzenia, pamiętając o prośbie szatynki.
*Oczami Ally*
- I jak? Wszystko załatwione? - spytała widząc mnie Trish.
- Tak. Niedługo tu będą. Na prośbę też się zgodził, jeśli chcecie wiedzieć. - odparłam ziewając.
- A mamy coś robić? - tym razem pytanie zadał Austin.
- Nie. Powiedział, byśmy czekali. Aha, wspomniał też byśmy byli ostrożni i nie podejmowali żadnych podobnych decyzji.
- Cały Carl. Zawsze od kiedy pamiętam, taki był i chyba się nie zmieni. - powiedziała Trish. - No dobra. Wiem, że już jesteście zmęczeni, ale muszę wam zadać to pytanie: Czy myślicie, że ktoś nas obserwuje, że czai się gdzieś za rogiem i po prostu szpieguje nas?
- W sumie to wykluczyć tej opcji nie możemy. pamiętajcie, że to miejsce tego bandziora, więc możesz mieć rację, mówiąc tak. - odparł jej Austin. - Poczekajcie chwilę. - dodał po chwili. - Tak, zaczynam już wszystko rozumieć.
- Co rozumieć? - zapytała Trish
- Właśnie, mów. - ponaglałam prośbę. W tej chwili blondyn na nas spojrzał, jakby pytał: na prawdę nie wiecie? Nastała chwila ciszy, aż Austin się odezwał...
***
Dawno już tak nie kończyłam. Taki ciekawość, co Austin mógł sobie uświadomić. pewnie będziecie główkować, ale odpowiedź to po prostu poprzednie rozdziały i tyle.
Pisałam ten rozdział z lekką trudnością, ponieważ po dzisiejszym dniu wszystko mnie boli, ale obiecałam, że będzie, wię się pojawił. Z kolejnym zobaczymy. Na razie nie widać zbyt dużo komentarzy, więc śpieszyć się nie muszę. po za tym pracują nad nową stroną na tego bloga, konkursem i wieloma innymi rzeczami, więc na pisanie będę miała niewiele czasu, ale... postaram się coś jak najszybciej dodać Miłego dnia!!!

Sia - Chandelier


~~Crystal~~

poniedziałek, 2 lutego 2015

Przygotowania & Wspomnienie

*Oczami Ally*
Po nieco burzliwej drodze, którą przebyliśmy samochodem, a także prawie 4-godzinnym lotem na Sycylię, byłam wykończona. Nie miałam praktycznie żadnych sił na nic, ale z drugiej strony nie mogłam sobie także pozwolić na odpoczynek. Byłam w kropce, lecz aż tak bardzo nie okazywałam tego moim przyjaciołom.
- I co teraz? - zapytał Austin.
-Dokładnie. - przytaknęła mu Trish. - Jesteśmy w czarnej dupie. Nie mamy kompletnie żadnego planu. Nie wiemy co nas tam czeka, a jedyne co mamy to jakaś karteczka, która też nie wiadomo, czy ma związek z naszą sprawą. - dokończyła. Widać było, że się denerwowała, ale kto z nas w tej chwili mógł być spokojny.
- Odprężmy się. Nic nie zdziałamy, jeżeli będziemy mieli w sobie tyle negatywnej energii. - na te słowa czarnowłosa troszeczkę przystanęła.
- Ok, ale powiedz mi co mamy robić?
- W sumie to nie wiem. - zachichotałam się ze swojej głupoty.
- Dziewczyny, przestańcie się wreszcie kłócić i zabierajmy się do roboty. - wtrącił się Austin w nasz dialog.
- No dobra Sherlocku. Powiedz nam tylko co mamy robić, bo jak widzisz, ja i Ally nie jesteśmy teraz w najlepszej formie. - spojrzała na mnie. Obie się uśmiechnęłyśmy.
- Myślę, że nie powinniśmy sami się tam udawać. To może być zbyt niebezpieczne. - powiedział - Powinniśmy jak najszybciej skontaktować się i z Carlem, i Mike'm, by ustalić jakiś plan działania
- Ale przyznaj, że jeżeli wykonamy zły ruch i udamy się tam z policją i agentami, to może być to dla nas koniec. - oznajmiła Trish.
- A masz lepszy pomysł? - odpowiedział jej.
- Musimy być jak tajniaki, szybcy, cisi i perfekcyjni w zadaniu. Inaczej nam się nie uda.
- Co masz na myśli? - spytałam z zaciekawieniem.
- Weźmiemy jakieś ekstra kostiumy, super sprzęt i konia, by się tam dostać niezauważalnie.
- Konia, po co? - zapytał Austin robiąc tzw. "brewki".
- Jak to po co? Na prawdę się nie domyślasz. - spojrzała na niego.
- Aha..., nie wiem. - zaśmiałam się na te słowa.
- Widzę, że wszystko trzeba wam tłumaczyć. Na początek się przebieramy, zakładamy sprzęt, sprawdzamy go i wsiadamy na konia. Widzieliście kiedyś lepszy transport od tego stworzenia. - i tu taka mina Trish, niezbędna przy tym zdaniu:


-  Nie było, by łatwiej po prostu tam pójść, dowiedzieć się co i jak, i wybrać najlepsze rozwiązanie. - spojrzałam na nią. Jej mina była zawiedziona.
- Widzę, że wolicie zrobić to "polamersku", ale niech wam będzie. - wzruszyła głową i już chciała odejść, lecz blondyn powiedział coś, co przywołało niedawne wspomnienie.
*Oczami Jessie*
Czy oni się  stamtąd nigdy nie ruszą. Gadają i gadają. Mam już tego dosyć. Za chwilę wyciągnę pistolet i ich wymorduje, bo mnie na prawdę wkurzają. -Gdyby nie moje dobroczynne serce i bratnia dusza, to na pewno już bym to zrobiła. - pomyślałam sobie. Od razu na mojej twarzy zagościł dawno już nie widziany uśmiech. Ale do rzeczy. Trzeba zadzwonić do "szefa", że się tak wyrażę. - Czekaj szefa, przecież to jakiś cholerny mafiosa, nic więcej. - zaśmiałam się. - Ale ja jestem dzisiaj zabawna. - przemknęła mi myśl przez głowę.  Jeszcze chwila i się posunę do ohydnej rzeczy, więc lepiej skończę, oczywiście związanej z nim.
Sięgnęłam do torebki w celu znalezienia komórki.
- O guma. Ciekawe, czy dobra - wypowiedziałam te prymitywne słowa sama do siebie, ale już trudno. Wzięłam sobie jedną do ust. - Mhh, miętowa, lubię to. - i znowu ten jakże ironiczny śmiech. Na prawdę szkoda mi mnie.
Ponownie zaczęłam szperać w torebce. Znalazłam jakieś stare płyty, chusteczki, pieniążki (tutaj taka poboczna myśl, "zaświeciły mi się oczy na ich widok"), i wiele innych badziewnych przedmiotów. Po chwili miałam w ręce moją ukochaną komóreczkę. Szybko w kontaktach znalazłam numer tego jełopa i zadzwoniłam, tak spontanicznie zresztą.
- Czego? - odezwał się ten brutalny głos.
- Może trochę grzeczniej kolego? - zauważyłam.
- Słuchaj no, nie pierdol ty mi tu, tylko gadaj po co dzwonisz. - jego głos stawał się coraz surowszy i rozgniewany. Lepiej jednak z nim nie zadzierać, bo jeszcze mnie tutaj pobije. I znowu ten głupawy śmiech.
- Chciałam ci tylko powiedzieć, że cel jest już na miejscu. Nie wiem co dokładnie planują, ale zapewne w jakiś sposób będą się chcieli czegoś o tym miejscu dowiedzieć.
- Był ktoś z nimi? - spytał.
- Nie widziałam nikogo, ale tej opcji nie wykluczajmy. Jeżeli będą chcieli się z kimś skontaktować, to na pewno to zrobią... - już miałam mówić dalej, ale wtrącił mi się w połowie zdania. Co za brak kultury?
- Pilnuj ich i dowiedz się co planują. Naprowadź ich na mnie, gdy zajdzie taka potrzeba. Mogą się skontaktować z kim kol wiek chcą, ale póki maluch jest u nas, to my mamy władzę i niech tak pozostanie. - powiedział i odsapnął. - Rób co masz robić, "W" zajmie się resztą, a Kris niech pozostanie na miejscu. Pamiętaj, że nie lubię rozczarowań, więc lepiej mnie nie zawiedź. - rozłączył się, nie dając mi dojść do głosu. Najwyraźniej usłyszał to co chciał. Reszta go nie interesuje. Zastanawiało mnie tylko słowo, zacytuje "nie lubię". Przecież ten typ niczego nie lubi. Jest tak humorzasty, że szok. Ale nie ważne. Poczekam chwilę, jeśli nic nie zaczną działać, to wkroczę do akcji. - A teraz wybaczcie mi, ale muszę coś przekąsić, bo jestem na prawdę głodna. - powiedziałam nie wiadomo do kogo. Po chwili konsumowałam już posiłek.
*Oczami Kris*
Po ogarnięciu się, wstałam no i poszłam do niego. Po drodze słychać było tonę różnych dźwięków wydobywających się z pomieszczenia. - Pewnie zaczęli beze mnie. - pomyślałam, ale nie dziwiłam się im. Byłam troszeczkę spóźniona, ale wow, potrzebowałam czasu, by poprawić swój wygląd, przecież nie mogli mnie zobaczyć w poprzednim stanie. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka.
- O, nareszcie jesteś. - oznajmił na wstępie szef tej oto agencji.
- Jaki pan spostrzegawczy. - odpowiedziałam z humorkiem. Nie byłam w nastroju, więc żarty były nie na miejscu z jego strony.
- Dziękuje. - ciekawe za co - Ale przejdźmy już do sprawy. Nie jestem zbytnio obeznany z tą sprawą, bo jak wiecie na głowie codziennie mam ich dużo, więc od razu pozwolę mojemu młodszemu koledze, doświadczonemu zresztą, zabrać głos. - wskazał palcem na Carla i osunął się gdzieś w pobliżu "słuchaczy".
- Jak wiecie sprawa nie jest łatwa. Moi przyjaciele zadarli z dosyć nieciekawym typem, przywódcą mafii. Jest on dość dobrze znany w świecie przestępczości, więc będziemy musieli uważać, a na co? Dobre pytanie. Już nie długo, gdy tylko dostaniemy znak, ruszamy na Sycylię. Może i nie będzie to proste, ale sobie jakoś poradzimy. Pamiętajcie o tym, by być czujnym i zawsze zachować zdrowy rozsądek, nawet w najtrudniejszej sytuacji. Miewam, że przygotowania zostaną na czas ukończone, a wy sprawnie i szybko podejmiecie się tego działania. Będę z wami szczery... - w tej chwili spojrzał na mnie. - To może być bardzo niebezpieczna misja, więc jeżeli ktoś chce się wycofać, to ma teraz ostatni raz szansę, by to zrobić. Jeżeli na kimś wam zależy i nie chcecie tej osoby zawieść, stracić lub nigdy już nie zobaczyć, to wierzcie mi, że absolutnie nie okażecie się tchórzami. Wyrażanie własnych uczuć, miłości i sympatii to nie grzech, zwłaszcza, gdy chodzi o najbliższą ci osobę. Dlatego bądźcie ze sobą szczerzy i odpowiedzcie na pytanie: Podjąć wyzwanie i zaryzykować, czy zostać i kochać to, co w mym życiu jest najważniejsze. - zakończył. Jego wzrok cały czas tkwił na mojej sylwetce. Byłam ostro speszona. Miał rację, całkowitą rację. Zachowywałam się podle w stosunku do niego, ale taka już byłam i jak mówiłam nic tego nie zmieni. Powracając do świata rzeczywistego, jego "występ" został uznany. Każdy miał pewnie te słowa w sercu. Po chwili wszyscy się rozeszli w celu zabawne zdecydowania o swoim dalszym losie. W sali zostałam tyko ja i Carl, który po chwili podszedł do mnie.
- A ty? - zapytał.
- Co ja? - odpowiedziałam zmieszana.
- No, co wybierasz?
- A jak sądzisz?
- Nie wiem? Po tobie spodziewam się każdej odpowiedzi.
- Oczywiście, że z wami będę, ale uwierz mi, pozostanie w mym sercu to, co przed chwilą wygłosiłeś, zwłaszcza końcówka. - uśmiechnęłam się i odeszłam do swego pomieszczenia.
*Oczami Ally*
- Twoje wypowiedzi przypomniały mi Deza. - wspomnienia, szkoda, że takie smutne do nas powróciły.
- Może i starałam w jakiś sposób, chociaż na chwilę tę jego głupotę przypomnieć nam, ale nie wracajmy może do tego. - mówiła załamanym głosem. Zbierało jej się na płacz. - Wiecie, boli mnie, że nawet naszego rudowłosego przyjaciele nie pochowaliśmy, w sumie nie wykazaliśmy się niczym. Zostawiliśmy go i tyle. Może i go z nami już nie ma, le jednak przez wiele lat był i tworzył naszą paczkę. - łzy poleciały po jej policzkach, a smutek widać było na twarzy, jak czarną plamę na kartce białego papieru.
- To piękne co powiedziałaś. Oczywiście mam na myśli te ostatnie trzy słowa. - także zbierało mi się na płacz albo nie zbierało, bo już płakałam. Musiał zauważyć to Austin który podszedł i mocno nas do siebie przytulił.
- Dez zawsze był, jest i będzie z nami. I tymi słowami zakończmy to. Pomścijmy jego pamięć naszym zwycięstwem, a jak już wrócimy, to obiecuję wam, że na pewno wyprawimy mu spaniały pogrzeb. - oznajmił i zapewne poczuł jak ja, i chyba też Trish, jeszcze bardziej się w niego wtuliłyśmy.

***
Ach! Cóż za wspaniałe zakończenie, nieprawdaż. Jak sama chciałabym ich teraz wspierać, tylko nie tak mentalnie, tylko być z nimi tam na miejscu i po prostu pocieszyć dobrym słowem.
Takie słowa na pewno nie zaszkodzą opowiadaniu. Wczujmy się w rolę, po prostu.
A powracając, to powoli widać (mam nadzieję) jakieś zmiany. Postanowiłam do opowiadania dorzucić szczyptę ironii i dużą łychę śmiechu, by powstało dobre opowiadanie.
Szkoda tylko, że nasi bohaterowie mają coraz mniejszy udział w rozdziałach, ale na razie nic u nich się nie dzieje, więc nie ma o czym pisać. W kolejnych rozdziałach się to zmieni.
To opowiadanie moi drodzy, tak na prawdę dawno już przeszło olbrzymią metamorfozę, więc...
I na tym przystańmy. Postaram się dodać trochę miłości głównym bohaterom. Myślę też na tym, by Trish kogoś sobie znalazła, by nie była samotna. Co sądzicie o tym pomyśle?
Czekam na komentarze, opinie i wszystko inne co chcielibyście zawrzeć w tym co napiszecie tu pod spodem.
Pamiętajcie, motywacja najważniejsza!
Na koniec tylko info, że gdzieś z boku, jutro dodam coś w rodzaju informacji o rozdziałach itp.
To tyle ode mnie.
Na koniec moja ukochana piosenka Katy Perry - Unconditionally:


~~Crystal~~